Zrzuciłam z siebie sukienkę i nago weszłam do gorącego
źródła. Po zmroku było tutaj najładniej. Dookoła latały kolorowe świecące owady.
Przysiadały na kwiatach, liściach, ścigały się w powietrzu. Był to obraz jak z
bajki, a unosząca się znad źródła para tylko dodawała uroku temu miejscu.
To wszystko było chore. Nie mam pojęcia jak para królewska to
sobie wyobrażała, ale to nie był dobry pomysł. Jak niby mam rozwiązywać
problemy stron skoro nie należę do żadnej z nich, jestem wampirzą nimfą do
cholery! Właśnie dlatego, powiedział
cichy głosik w głowie, należysz do obu
gatunków. Ale jestem nieodpowiednią osobą do tego! Nie wiem co mam robić!
Krzyczałam w myślach, ale nie usłyszałam już głosu pseudo mędrca.
Za to usłyszałam jakieś głosy na ścieżce. Nikt tutaj nie
przychodził. Wszyscy wybierali źródła, które były otoczone kwiatami i
oświetlone magicznymi ognikami. Tutaj nie było żadnego oświetlenia oprócz
latających robaczków.
Ktoś niemalże krzyczał, chyba nawet kilku ktosiów. Ktokolwiek
to był nie chciałam go widzieć, bo chciałam pobyć sama i oswoić się z tą dziwną
myślą. Oparłam głowę o kamienny brzeg basenu zamykając oczy. Może jak sobie
wyobrażę, że jestem sama to się wydarzy naprawdę?
Usłyszałam chrząknięcie i moje marzenia o samotności szlag
trafił. Chcąc nie chcąc otworzyłam oczy.
Belladona stała wściekła z krzyżowanymi rękoma na piersiach.
Zaciskała mocno zęby, a jej oczy ciskały błyskawice.
- Zmusili mnie, abym ich tutaj przyprowadziła - wyburczała
wskazując dłonią za siebie. Wytężając wzrok w ciemnościach dostrzegłam trzy
postacie. Nie musiałam ich dobrze widzieć, aby wiedzieć kto przyszedł. Odbiłam
się od krawędzi i podpłynęłam do przybyszów. Oparłam się rękoma na kamiennej
krawędzi patrząc na nich z dołu.
Belladona usiadła na ławce, której nie dało się zobaczyć z
drogi. Obie doskonale o niej wiedziałyśmy, bo zawsze tam siadała, gdy ja się
wygrzewałam w wodzie.
- Co jest takiego ważnego, że przyszliście tutaj i zakłócacie
spokój? - mój głos był spokojny, ale byłam zła. Na parę królewską za ich głupie
decyzje, na siebie za to, że nie mogę być normalna i na tych trzech facetów,
którzy przywlekli się do tego ogrodu zakłócając tak upragnioną przeze mnie
ciszę.
- Jeszcze pytasz? - Rufin był opanowany, ale jego niepokój
zdradzała aura, która pulsowała lekko.
- Skończył ci się lakier do włosów i przyszedłeś trochę
pożyczyć? - zapytałam sarkastycznie. Naszą kłótnię przerwał Sebastian.
- Dalibyście sobie spokój.
Mierzyłam się jeszcze przez chwilę z Rufinem spojrzeniami,
ale wygrał zdrowy rozsądek. Nie chciałam płoszyć tych ślicznych owadów, które
tak pięknie świeciły.
- Bella, zrób jakieś czary mary - wskazałam ręką na wodę i
odpłynęłam na drugą stronę źródła, aby wyjść i się ubrać.
Dziewczyna zaczęła coś mruczeć pod nosem, a para stała się
nagle tak gęsta, że stojący po drugiej stronie basenu mogli zobaczyć tylko
zarys mojej sylwetki.
Pośpiesznie wytarłam się i założyłam sukienkę.
- Dzięki - powiedziałam cicho do Belli uśmiechając się lekko.
Odpowiedziała mi tym samym, a z jej ślicznej twarzy zniknął ten grymas. Ramię w
ramię ruszyłyśmy w drogę powrotną nawet nie oglądając się czy reszta za nami
podąża. To oni mieli do mnie sprawę, nie ja do nich.
Taras mojego apartamentu był śliczny i z dwóch stron
ogrodzony roślinami pnącymi się po drewnianych ramach. Bella powiedziała, że
pozwoliła sobie nałożyć zaklęcie wyciszające na moją prywatną część. Kochana.
Obie doskonale wiedziałyśmy, że teoretycznie nie mogła tego
robić, bo to było nielegalne, ale obie miałyśmy to w dupie. Nie bałam się, że
Belladona coś sknociła, bo była w tym za dobra, a to, że nie zaliczyła testu
uważam za spisek.
Podrapałam po brzuchu drzemiącego Kaelasa i usiadłam w
wiklinowym fotelu przeczesując palcami mokre włosy. Bella usadowiła się
niedaleko mnie. Rufin rozsiadł się na dwuosobowej kanapie zajmując całą jej
powierzchnię, Sebastian wybrał fotel na przeciwko mnie, a Rafael oparł się o
ścianę, bo jego skrzydła uniemożliwiały mu wygodne siedzenie.
- Były jakieś problemy? - zwróciłam się do przyjaciółki.
- Jeden z dostawców chciał dostarczyć łóżko jutro, ale
wytłumaczyłam mu, że to niemożliwe.
Parsknęłam śmiechem oczami wyobraźni widząc jej tłumaczenie,
które opierało się na wpieraniu swoich racji podsyconych kilkoma drobnymi
czarodziejskimi sztuczkami. Belladona uśmiechnęła się niewinnie.
- A tę hołotę, gdzie spotkałaś? - zapytałam, a obie
wiedziałyśmy, że tym sposobem wkurzymy ich bardziej.
Do ogrodów wstęp miała ograniczona liczba osób. Można tam
było wchodzić na specjalne zaproszenie nimfy, tak jak to robiła Belladona, lub
trzeba mieć pozwolenie od królowej.
- My tutaj nadal jesteśmy - wtrącił rozbawiony anioł, ale
zignorowałyśmy go.
- Wpadli tutaj jakby się waliło i paliło - brunetka wzruszyła
ramionami podciągając nogi na fotel i siadając po turecku.
Rufin wzniósł oczy ku niebu jakby się modlił o cierpliwość.
- Co takiego tym razem wymyśliła matka intryg? - Belladona
zachowywała się jakbyśmy były tylko we dwie.
- A ona skąd wie? - Sebastian rzucił jej zdziwione
spojrzenie.
- Wysłanniczka dworska, wiesz coś o tym? - zapytałam mojej
osobistej cukierkowej chodzącej encyklopedii.
- Tak, czytałam o tym kiedyś. Stara wycofana funkcja. Głównie
to były nimfy, ale zaprzestano ich wysyłania, bo za często umierały. Wybrała
cię, tak?
- Uroczo, prawda? - uśmiechnęłam się kpiarsko, a Belladona
mnie wyśmiała.
- To może nam łaskawie powiesz jak do tego doszło? Większość
nie będzie zadowolona, że kobieta będzie im wydawać rozkazy - Rufin się skrzywił,
a mnie cieszyło jego nieszczęście.
- Trzeba było skrócić swój raport, albo nakłamać
wiarygodniej, więc sam sobie jesteś winny - odgryzłam się. - Więc tak bardzo
się wszyscy zezłościliście, że postanowiliście mi od razu o tym powiedzieć? -
spojrzałam na mężczyzn. Byłam zmęczona już tym dniem i miałam dosyć rewelacji.
- Nie, raczej dlatego, że dostali dodatkowe zadania -
mruknęła Bella, a kiedy na nią spojrzałam na jej kolanach leżała książka.
Mężczyźni wyglądali na lekko zszokowanych, ale ja się przyzwyczaiłam, że
Belladona często wyciągała rzeczy znikąd. Często się z niej śmiałam, że posiada
magiczną torebkę Hermiony, ale nie rozumiała mojego żartu, bo nie oglądała
Harry'ego Pottera.
- Co to? - zapytałam patrząc na dość starą księgę. Oprawiona
była w białą skórę, a pergamin był tak stary, że gdyby nie zaklęcia już dawno
by się skruszył.
- Historia nimf. Pożyczyłam sobie ją jak powiedziałaś mi...
wiesz o czym - ucięła dostrzegając moje spojrzenie.
- O czym? - podchwycił temat Rafael przyglądając się nam
jakby mógł wyczytać odpowiedzi z naszych twarzy.
- Kate, zmienia swoją aurę - rzucił beztrosko Rufin
wyglądając już na rozluźnionego. Zadziwiające było to jak szybko mu się
zmieniał humor.
- Potwierdzam, była bardzo przekonującą sukubicą - Sebastian
uśmiechnął się szelmowsko, a Rufin marszczył brwi rzucając mi pytające
spojrzenie.
Sfrustrowana wypuściłam głośno powietrze i tym razem o
cierpliwość modliłam się ja.
- Sebastian zaczepił mnie na parkiecie.
- Miałaś z nikim nie rozmawiać.
- Oh, byłoby to bardzo proste, gdyby wszyscy nie wgapiali się
w mój tyłek i rzucali jakieś głupie teksty. I nie próbuj nawet nic więcej
mówić, bo zrobiłeś tak samo! - wycelowałam w niego oskarżycielsko palcem.
Sebastian z Rafaelem roześmiali, a Rufin uśmiechnął się łobuzersko.
- Co tam mówiłaś o tych obowiązkach? - odwróciłam się w
stronę Belladony, która zdążyła już zniknąć książkę.
- Każdy z trzech sprawujących władzę w danym kontynencie musi
pomagać nimfie. Podejrzewam, że wojownik będzie cię uczył walki, pośrednik
powinien wdrożyć cię w świat śmiertelników, a najwyższy musi udzielić ci
schronienia i zapewnić wszystkiego co potrzebujesz.
- Czy ona ma Google zamiast mózgu? - zapytał w końcu
Sebastian, a Belladona zgromiła go spojrzeniem.
Śmiejąc się uniósł dłonie poddając się.
- Od razu cię uprzedzam, że bicz nie przejdzie - ostrzegł
Rafael, a my z Bellą parsknęłyśmy śmiechem. Więc to on ma mnie uczyć walki. W
sumie nie jest to jakieś zdziwienie.
- Wnioskuję, że ty - wskazałam na Sebastiana - zapoznasz mnie
ze śmiertelnikami.
Wampir skinął głową uśmiechając się od ucha do ucha.
- Ale nie ciesz się za bardzo, bo musisz zamieszkać ze mną -
Rufin był wielce rozbawiony moją miną, a ja miałam ochotę się rozpłakać.
- Mam wino, idziemy się upić? - spojrzałam na Belladonę.
- Brzmi dobrze.
W tym samym momencie wstałyśmy i zamknęłyśmy drzwi odcinając
się od śmiechu mężczyzn.
- Chcesz pojechać ze mną? - zapytałam patrząc przyjaciółce
prosto w jej fiołkowe oczy.
- Jak to? - była zaskoczona. Zapewne nie spodziewała się
czegoś takiego, ale nie mogłam jej zostawić tutaj, aby była sama.
- Królowa wyraziła zgodę na twój wyjazd. Skoro będę musiała
zamieszkać u Rufina - skrzywiłam się, ale rozumiałam, że to konieczne.
Większość nieśmiertelnego świata wiedziała już, że jestem nimfą, a nie chciałam
skończyć w plastikowym worku. - możesz zająć mój pokój u Jessiki, póki nie
znajdziesz czegoś własnego.
Przez chwilę Belladona stała nieruchomo wszystko analizując.
Mogłam się domyślać, że była rozdarta zostać tutaj u boku kochanych rodziców,
czy wyjechać w poszukiwaniu lepszego życia.
- Trochę się boję - powiedziała cicho, ale ja ją dobrze
rozumiałam.
- Nie martw się, poradzimy sobie ze wszystkim - zapewniłam
ją.
Ten dzień był zbyt pokręcony, więc upicie się wydawało się
bardzo dobrym pomysłem.
____________________________________________________________
Przepraszam, że ostatnio nie odpisywałam na wasze komentarze, ale korzystam z uroków pięknego Sztokholmu :)
Dzisiaj wrzucam wam zdjęcie Kate. W każdym razie tak ją sobie wyobrażam. Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę fotkę pomyślałam sobie "To moja Kate!". Jeżeli zaburzyłam wasze wyobrażenia, to bardzo przepraszam :(
Nietstety ten rozdział jak na razie jest ostatni z dworu. W następnym już Kate wraca do swoich nowych obowiązków.
Mam jeszcze do was prośbę, kochane, czy mogłybyście w sondzie na grafików zagłosować na Zielonego Kociaka z Pandy o tutaj? Byłabym bardzo wdzięczna :)
EDIT 28.07: Jestem taka podekscytowana! Właśnie zaczęłam pisać można powiedzieć, że trzeci tom, choć on tak naprawdę nim nie jest. Będzie to historia jednej z postaci, która zaczyna się w połowie tomu drugiego. Pokręciłam, ja wiem. Ważne, że wena mnie kopnęła! :)
Kocham, kocham i jeszcze raz KOCHAM!!!!!
OdpowiedzUsuńKath coraz bardziej cięte teksty! I jakie władcze! <3 Sebastian wdrożyć w świat śmiertelników... Czy tylko ja mam nadzieję, że pokaże jej najlepsze kluby i alkohol się poleje? :D *cykanie świerszczy* Czyli tylko ja... A Rafael będzie uczył ją walczyć! Nie no! Jak o tym myślę to widzę tylko... No.... Macanko, no! >///< Wiem ostatni ze mnie zboczuszek :3 I JESZCZE MIESZKANIE Z RUFINEM POD JEDNYM DACHEM!!! *Q* Nie no dajesz mi za dużo powodów do fantazjowania .///.
Bella pojedzie z Kath! Tyle wygrać!
Pozostaje mi tylko czekać :* A co do trzeciego tomu.... Ja chcieć to tu teraz, zaraz! *tupie nóżką* Jak jest wena to jest zajebiście! A jak jest zajebiście... To ja chcę to już!!!! T^T
Ale cóż... Muszę trenować cierpliwość :D
Kate wyrabia sobie charakterek, nie ma co :D Ale ma fajnie co? Będzie przebywać z całą świętą trójcą! Też bym tak chciała, ej :(
UsuńMieszkanie z Rufinem, O TAK!
No jestem już jestem. Mam zawalone całe dnie, ale przybywam i komentuję.
OdpowiedzUsuńPodziwiam Kate, że lubi owady :D ja ich szczerze nienawidzę i wszelkich innych obrzydliwych paskudztw!
Nie wierzę! Kate ma zamieszkać z Rufinem? UWIELBIAM TO! Już się nie mogę doczekać, jakie akcje będą odwalać, po prostu już to sobie wyobrażam. I mam nadzieję, że wreszcie się do siebie zbliżą :D
haha, też chciałabym się upić wraz z Bellą i Kate, to dobry pomysł :D
A co do zdjęcia, to mniej więcej tak sobie ją wyobrażałam, więc nie jestem w ogóle zawiedziona. Śliczna kobieta!
trzeci tom? Olaboga! Ale to cudownie <3 ta historia urzeka, więc pisz jak najwięcej Ci wena pozwoli.
Pozdrawiam :*
I zapraszam do siebie kochana <3
Wiem coś o całych zawalonych dniach (niby jestem na wakacjach, a na nic nie mam czasu :D). Osobiście też nie lubię owadów, a mam ich tutaj mnóstwo (dom jest blisko lasu). Ale wiesz, to były takie ładne kolorowe, świecące robaczki :D
UsuńA kobieta rzeczywiście bardzo śliczna :)
Wpadnę jak tylko znajdę trochę czasu, aby przeczytać i ładnie skomentować! <3